Sławomir Ćwik o swojej misji w resorcie klimatu: chciałbym skupić się na sprawach gospodarczych
Płonące składowisko to pozostałość po nieczynnym od kilku lat zakładzie przetwarzania odpadów gumowych. Firma straciła pozwolenie na działalność, ma również nakaz usunięcia zgromadzonych opon. Do pierwszego pożaru doszło w 2023 r., ten jest kolejny.
– Po tamtym pożarze podzieliliśmy teren na strefy. Wczoraj zapaliła się jedna z takich stref. Skupiliśmy się na niej, żeby ogień nie rozprzestrzenił na pozostałe sektory. Udało nam się ograniczyć go do jednej strefy. W tej chwili wprowadzony jest już ciężki sprzęt. Ratownicy przerzucają i przelewają opony – komentuje mł. bryg Konrad Siwik, oficer prasowy Państwowej Straży Pożarnej w Złotoryi.
Strażacy i policjanci nie chcą się wypowiadać na temat ewentualnej przyczyny pożaru, w przeciwieństwie do miejscowego wójta.
– Wszyscy tutaj podejrzewamy, że to było podpalenie, ponieważ w jednym czasie na długości 50 metrów i szerokości 20 metrów nagle wybuchł pożar. Ogień nie pojawiał się ogniskowo. To było polane jakimś łatwopalnym płynem i podpalone – przekonuje wójt gminy Złotoryja Jan Tymczyszyn.
Skala pożaru jest mniejsza niż trzy lata temu, ale i tak koszty akcji gaśniczej będą olbrzymie.
– Przewiduję, że tym razem akcja potrwa nieco krócej. Powinniśmy sobie poradzić w trzy-cztery dni – deklaruje Konrad Siwik.
Na szczęście, w powietrzu nie stwierdzono niebezpiecznych substancji. W okolicy znajduje się kilka osiedli. Ich mieszkańcy mają dość takiego sąsiedztwa.
– Martwimy się, bo wszędzie dookoła są lasy i może dojść do pożaru. Dzieci widziały wczoraj, że zjechała się straż, było widać także łunę ognia i kłęby dymu – komentuje mieszkaniec Wilkowa Jan Siwek.
(0)Comments