Jarosław Kaczyński może przekonywać swoich wyborców, że kolejna afera jest wymysłem Donalda Tuska, polityczną zemstą albo operacją wymierzoną w Prawo i Sprawiedliwość. Problem w tym, że coraz bardziej alarmistyczne głosy dochodzą już nie z obozu rządzącego, lecz z szeroko rozumianego środowiska prawicy. Marcin Mastalerek, były szef gabinetu prezydenta Andrzeja Dudy, mówi wprost: bez radykalnego ruchu PiS może z afery Zondacrypto po prostu nie wyjść.
To szczególnie bolesna diagnoza, ponieważ Mastalerek zna partię Kaczyńskiego od środka i trudno przedstawiać go jako człowieka politycznie zainteresowanego sukcesem Tuska. Tymczasem jego ocena sytuacji brzmi niemal jak ostrzeżenie przed nadciągającą katastrofą. 'Myślę, że premierowi Tuskowi amunicji w tej sprawie wystarczy na rok, do wyborów' – powiedział w TVN24.
To zdanie powinno w siedzibie PiS uruchomić wszystkie alarmy. Mastalerek zauważa bowiem coś, czego Kaczyński i jego najwierniejsi współpracownicy najwyraźniej nie chcą przyjąć do wiadomości: polityczna inicjatywa w tej sprawie znajduje się po stronie Tuska. 'Wszystkie karty w sprawie afery ma Donald Tusk i jego obóz' – mówi były współpracownik Andrzeja Dudy. I dodaje: 'Mogą grać, wypuszczać informacje, mogą dozować'.
Właśnie to jest dla PiS najgroźniejsze. Nie jedna konferencja prasowa, nie jeden dokument i nie jedno nazwisko, lecz perspektywa wielomiesięcznego dawkowania opinii publicznej kolejnych informacji. Każda następna może zmuszać polityków Kaczyńskiego do tłumaczeń, prostowania poprzednich wypowiedzi i organizowania kolejnych kontrataków. Partia, która przez lata doskonale rozumiała znaczenie narzucania przeciwnikom tematów debaty, sama znalazła się dziś w defensywie.
Dlatego Mastalerek popiera propozycję Mateusza Morawieckiego dotyczącą komisji śledczej. 'Tylko komisja śledcza i upublicznienie pozwoli Prawu i Sprawiedliwości na to, żeby jakoś z tej afery wyjść' – przekonuje. Warto zwrócić uwagę na słowo 'jakoś'. Nie chodzi już o efektowne zwycięstwo nad Tuskiem. Chodzi o znalezienie wyjścia.
Jeszcze bardziej niszcząca dla PiS jest druga część diagnozy Mastalerka. Jego zdaniem sprawa może 'uderzyć w DNA Prawa i Sprawiedliwości'. I rzeczywiście może. PiS przez ponad dwie dekady budował swój polityczny mit wokół bezkompromisowego państwa walczącego z przestępczością. Lech Kaczyński jako minister sprawiedliwości stał się jednym z fundamentów tej opowieści. Jarosław Kaczyński uczynił z niej później jeden z najważniejszych elementów tożsamości partii.
Jeżeli więc wokół ludzi związanych z obozem PiS pojawiają się pytania dotyczące Zondacrypto, problem nie sprowadza się do kolejnej afery, którą można przeczekać. Uderza dokładnie w miejsce, które partia przedstawiała wyborcom jako dowód swojej moralnej przewagi nad konkurencją.
Mastalerek przewiduje konsekwencje bez ogródek: 'Bez tego poparcie będzie im ciekło'. Trudno o bardziej wymowną ocenę sytuacji wygłoszoną przez człowieka wywodzącego się z tego samego politycznego świata.
Kaczyński może oczywiście ponownie zarządzić zwarcie szeregów. PiS może atakować Tuska, prokuraturę i media. Może próbować przekonać własnych wyborców, że nic się nie stało. Ale nawet w dawnym otoczeniu Andrzeja Dudy widać już, że tym razem tradycyjna strategia może nie wystarczyć.
Najgorsza wiadomość dla PiS brzmi bowiem nie tak, że Tusk dostał do ręki polityczną amunicję. Najgorsze jest to, że – jak twierdzi Mastalerek – może mu jej wystarczyć aż do wyborów. A jeżeli ma rację, Zondacrypto przestaje być dla Kaczyńskiego chwilowym kryzysem. Staje się problemem, który może ciągnąć jego partię w dół przez cały nadchodzący rok.
(0)Comments