To uroczystość, która jest wyjątkowym podsumowaniem pięciu dekad wspólnego życia, przepełnionego radościami, wyzwaniami i codziennym budowaniem rodzinnego szczęścia.
We wtorek, 8 września, w raciborskim Pałacu Ślubów spotkały się pary, które świętowały jubileusz 50-lecia pożycia małżeńskiego. Z tej okazji jubilaci odebrali Medale za Długoletnie Pożycie Małżeńskie, przyznane przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Odznaczenia wręczyli prezydent Raciborza Jacek Wojciechowicz oraz II wicewojewoda śląski Michał Kopański.
Medale odebrało osiem par: Renata i Jan Bedronkowie, Henryka i Tadeusz Blokowie, Halina i Alojzy Błaszczokowie, Teresa i Paweł Cymermanowie, Celina i Jerzy Hoszyccy, Maria i Jerzy Kampkowie, Maria i Kazimierz Kasprykowie oraz Janina i Antoni Książkowie.
Ciąg dalszy pod wideoRenata i Jan Bedronkowie
Poznali się podczas zabawy w kwietniu 1975 roku w Kornowacu. Ślub brali w tym samym roku w grudniu. Para doczekała się czwórki dzieci. Mają także dziesięcioro wnucząt. Pani Renata zawodowo pracowała w piekarni w PSS Społem przez 40 lat, z kolei pan Jan w Zakładzie Elektrod Węglowych. Receptą państwa Bedronka na długie pożycie małżeńskie jest: - Zaufanie, kompromis i dwa telewizory (śmiech) – mówi pani Renata.
Henryka i Tadeusz Blokowie
Między jubilatami zaiskrzyło w czasie zabawy z okazji Dnia Strażaka, choć znali się już wcześniej. Ich ślub i wesele odbyły się na Podlasiu, skąd oboje pochodzą. Na Śląsk trafili na zaproszenie wujka. Para kupiła bilet w jedną stronę, żartując, że jadą na urlop poślubny. Zostali jednak do dziś. Początkowo trafili do Jastrzębia-Zdroju, ale ostatecznie osiedli w Raciborzu, gdzie mieszkają już ponad pięćdziesiąt lat. Para doczekała się dwóch córek i czworo wnucząt. Zawodowo pani Henryka pracowała w wielu miejscach: w bibliotece, na centrali górniczej, w Miejskim Zespole w Raciborzu oraz w księgowości w ZEW-ie, skąd odeszła na emeryturę. Z kolei pan Tadeusz był operatorem sprzętu ciężkiego na kopalni, gdzie pracował na powierzchni. Jako receptę na udane małżeństwo para zgodnie zdradza, że nieraz jest jak w bajce, ale czasem przychodzą ciemne chmury i jest burza z piorunami. – My jednak bez siebie żyć nie możemy – konkluduje pani Henryka.
Halina i Alojzy Błaszczokowie
Dla tej pary były to obchody 57-rocznicy zawarcia związku małżeńskiego. Państwo Błaszczokowie pochodzą z Nieboczów. Połączyło ich upodobanie do literatury. Oboje uwielbiali i wciąż uwielbiają czytać. Ich życie przebiegało bardzo pracowicie. Małżonkowie zajmowali się prowadzeniem gospodarstwa rolnego. Para doczekała się także dwóch córek i czworo wnuczek. Niebawem na świcie pojawi się także prawnuk. Obecnie zamieszkują w Raciborzu, gdzie przeprowadzili się po przenosinach wsi do nowej lokalizacji. Zdaniem pary receptą na udane pożycie małżeńskie jest umiejętność wzajemnego zrozumienia. – Staramy się rozumieć bez słów. Mąż wiele razy mówi to, o czym ja parę minut wcześniej myślałam. Całe nasze życie jesteśmy zgodni co do naszych pomysłów, postanowień. A czasami jak jest tak, że nam nie pasuje, to też się dogadujemy – powiedziała pani Halina.
Teresa i Paweł Cymermanowie
Pani Teresa i pan Paweł poznali się na zabawie tanecznej w restauracji Widok w Brzeziu. Ich ślub miał miejsce 8 września 1975 roku w Brzeziu, a wesele w Nieboczowach. Z zawodu pani Teresa jest elektromonterem, ale w ciągu życia parała się także innymi zajęciami. Była między innymi kucharką. Z kolei pan Paweł pracował na kopalni Anna w Pszowie. Para ma trzy córki. Państwo Cymermanowie mają także wnuków i prawnuczkę. Receptą pary na długie pożycie małżeńskie jest wspólne zrozumienie. – Bywa różnie, ale trzeba się umieć dogadać. Nieraz jest tak, że jeden drugiego musi opamiętać – zdradziła pani Teresa.
Celina i Jerzy Hoszyccy
Para poznała się w kawiarni Hajduczek, gdzie pracowała pani Celina. Była to miłość od pierwszego wejrzenia. Para ma dwoje dzieci i troje wnuków. Zawodowo pani Celina pracowała w handlu, natomiast pan Jerzy pracował na kopalni, jednak po czasie przeniósł się do Rafako, gdzie pracował ponad czterdzieści lat. Receptą pary na długie pożycie małżeńskie jest wzajemny szacunek, zrozumienie i pomoc. – W małżeństwie są różne chwile. Raz jest dobrze, raz źle, ale to nie jest powód, żeby zaraz się rozchodzić – stwierdził pan Jerzy.
Maria i Jerzy Kampkowie
Pani Maria pochodzi z Płoni, pan Jerzy z Markowic. Poznali się na dancingu w Jubilatce, w Oborze. Po zabawie spotykali się coraz częściej, czasem nawet w drodze do pracy. Mijali się w wtedy w drodze, ale zawsze znajdowali czas na krótką rozmowę. Początkowo pani Maria pracowała w szkole w Krowiarkach, z biegiem lat przeniosła się do SP4 w Raciborzu, a następnie do szkoły w Markowicach, gdzie ostatecznie była dyrektorką pierwszego zespołu szkolno-przedszkolnego. Pan Jerzy na początku pracował jako zaopatrzeniowiec w KOLZAM-ie, następnie w Żel-Becie oraz w spółdzielni mieszkaniowej. Para doczekała się dwóch córek i czterech wnuczek. – Gdy dwa serca się kochają, wszystkie trudy pokonają. Nie zawsze jednak jest łatwo. Są dobre chwile i trudne. Ale trzeba umieć się porozumieć – zdradziła pani Maria zapytana o receptę na długie, zgodne pożycie małżeńskie.
Maria i Kazimierz Kasprykowie
Poznali się podczas zabawy w Bogdanowicach, miejscowości z której pochodzi pan Kazimierz. Narzeczonymi byli przez cztery miesiące. Poznali się w lipcu, ślub wzięli w listopadzie. Ślub wzięli w Grobnikach, skąd pochodzi pani Maria. Para ma dwóch synów. Pan Kazimierz początkowo pracował na roli, z czasem przeniósł się na kolej, gdzie przeszedł przez wszystkie szczeble zawodowe aż do kierownika pociągu. Pani Maria pracowała w elektrociepłowni w Studziennej. Receptą pary na udane wspólne życie jest umiejętność dogadania się i nie przejmowania się otoczeniem.
(0)Comments