W Załęczu Wielkim życie toczyło się własnym rytmem. Pranie suszyło się przed domami, ktoś rąbał drewno, dzieci biegały po podwórkach, a na polu trwały wykopki. Nagle słychać strzały. Żołnierze zajmują stanowiska. Nad spokojną dotąd wsią pojawia się wojna. Tak wyglądał 2 września 1939 roku. Wydarzenia z tamtych lat ponownie ożyły. Tym razem za sprawą blisko 80 rekonstruktorów i kilku tysięcy widzów.
Ciszę przerywa huk. Słychać strzały. Nad głowami pojawia się samolot. Żołnierze biegną na stanowiska. Mieszkańcy próbują ukryć się przed ostrzałem. Ktoś krzyczy. Ktoś inny pada na ziemię. Po chwili pojawia się ogień. Płoną zabudowania...
31 sierpnia polscy żołnierze zajęli pozycje obronne po wschodniej stronie Warty. Rzeka miała stać się linią obrony. Mieszkańcy przyjęli wojsko z radością i nadzieją. Wierzyli, że żołnierze ochronią ich domy. 1 września wojna stała się rzeczywistością. Po niemieckim ataku na Polskę mieszkańcy okolic Praszki, Rudnik i Dalachowa zaczęli uciekać. Wielu próbowało dostać się na drugą stronę Warty przez niewielki most w Załęczu Wielkim. Chcieli ominąć zbombardowany Wieluń i Działoszyn.
Kiedy niemieckie patrole zaczęły zbliżać się do wsi, polski saper około godziny 18. wysadził most. Przeprawa niemieckiej piechoty została odcięta. Następnego dnia Niemcy próbowali przeprawić się przez rzekę na pontonach. Polscy żołnierze otworzyli ogień. Celne strzały uniemożliwiły przeprawę. Dwadzieścia minut, które zmieniły wszystko
2 września około godziny 17:25 rozpoczął się niemiecki atak. Według relacji mieszkańców i świadków niemieckie wojska wspierane przez artylerię i lotnictwo uderzyły na polskie stanowiska. Ostrzał trwał około 20 minut. W krótkim czasie obrona została przełamana. Zginęło 11 polskich żołnierzy, kilku zostało rannych, a wielu dostało się do niewoli. Pozostali rozproszyli się i wycofali.
Wojna nie skończyła się jednak wraz z opuszczeniem stanowisk przez polskich żołnierzy. Dla mieszkańców najgorsze dopiero miało nadejść... Wieś stanęła w ogniu
Tam, gdzie dochodziło do walk obronnych, niemieckie wojska paliły polskie wsie. Taki los spotkał m.in. Parzymiechy i Zimnowodę. Częściowo ucierpiały także Popowice. W Załęczu Wielkim spłonęły 23 domy oraz dziesiątki innych zabudowań.
W pamięci mieszkańców zachowała się również historia kaplicy Matki Boskiej Częstochowskiej. Gdy ogień zbliżał się do świątyni, wiatr nagle zmienił kierunek. Dzięki temu kaplica ocalała, podobnie jak część wsi. Historia wróciła nad Wartę
Właśnie taką historię mieszkańców Załęcza Wielkiego z pierwszych dni września 1939 roku pokazano podczas wydarzenia 'Inscenizacja historyczna - Bitwa w Załęczu Wielkim', zorganizowanego 6 września w ramach obchodów 87. rocznicy wybuchu II wojny światowej w gminie Pątnów. W widowisku wzięło udział blisko 80 rekonstruktorów. Scenariusz i reżyserię przygotował Tomasz Komor.
- Myślę, że bardzo udana inicjatywa. Fantastyczna inscenizacja historyczna, dzięki ogromnemu zaangażowaniu kilkunastu grup rekonstrukcyjnych oraz reżysera i scenarzysty Tomasza Komora - stwierdza wójt gminy Pątnów Jacek Olczyk.
- Jest mnóstwo ludzi. Trudno ich wszystkich policzyć, ale myślę, że jest około dwóch tysięcy uczestników. Kiedy rekonstrukcja się rozpoczynała, jeszcze wiele osób stało w korku. Na przyszłość warto wybrać się nieco wcześniej - podpowiada włodarz gminy Pątnów. Historia, którą chcą przekazać dalej
W role aktorów wcielili się także mieszkańcy z regionu.
- Do grupy należę już ponad 15 lat. Takie występy dają mi radość z tego, że mogę przekazać młodym co, kiedy i jak było przed wojną - tłumaczy Stanisława Kania, mieszkanka Toporowa, należąca do Grupy Rekonstrukcji Historycznej 'Ludność Cywilna Okolic Wielunia'.
- Mój strój pamięta chyba już pierwszą wojnę światową. To tradycyjny wieluński czy sieradzki strój ludowy. Ja w nic innego się nie ubieram. Chcę prezentować właśnie ten strój - podkreśla seniorka.
Dla Bożeny Dynak z Krzyworzeki, również należącej do grupy, najważniejsze jest to, że w rekonstrukcję angażuje się młode pokolenie.
- Najważniejsza jest dla nas ta nasza młodzież, która zapatrzona jest w telefony, komputery. W tym jednym dniu zostawia to wszystko na boku i jest z nami. To taka żywa lecja historii - zaznacza z dumą Bożena. Widowisko wywołało łzy wzruszenia
Tłum obserwował wydarzenia z bliska. Wśród oglądających były osoby, które nie kryły łez wzruszenia.
- Wszystko bardzo fajnie zorganizowane. Podobało nam się. Temat wojny przeraża. Aż ciarki przechodziły - opowiada Ewa Kaczmarek z Kamionki, która na widowisko przybyła razem z mężem Zygmuntem.
Wśród uczestników było także mnóstwo młodzieży.
- Inscenizacja to świetne widowisko. Wspaniałe odwzorowanie bitwy, która miała miejsce faktycznie jakiś czas temu - mówi Franciszek Buchwald z Załęcza Wielkiego.
- To ważne żebyśmy znali taką historię i wiedzieli, że wojna jest niedobra - wtrąca Nikodem Stasiak z Załęcza Małego.
- Tak, to bardzo ważne, aby właśnie młodzież taka jak my, dowiadywała się i kształciła o tym, co było tu sto lat temu czy pięćdziesiąt lat temu - dopowiada Franciszek.
Załęcze Wielkie na chwilę znów stało się świadkiem tamtych wydarzeń. Po zakończeniu inscenizacji nastała długa cisza. Należy pamiętać, kiedy zaczyna się wojna
- Po raz kolejny oglądaliśmy tutaj bardzo dramatyczne chwile. Chcielibyśmy odwrócić bieg tej historii. Ta inscenizacja jest tak naprawdę takim memento, aby pamiętać o tym, kiedy wojna się zaczyna - mówi wójt Jacek Olczyk.
- Ona nie rozpoczyna się od pierwszego strzału, pierwszej bomby rzuconej na Wieluń, tylko znacznie wcześniej, w głowach polityków. Szczególnie tych, którzy społeczeństwo dzielą, podburzają, sieją wiele spusztoszenia w głowach poprzez język propagandy, wykluczenia i nienawiści. Myślę, że my musimy być bardzo wyczuleni właśnie na ten moment, kiedy to wojna zaczyna się w głowach polityków. Taki powinien być wydźwięk tej inscenizacji - podsumowuje.
Organizację 'Inscenizacji historycznej - Bitwa w Załęczu Wielkim' wsparł Samorząd Województwa Łódzkiego, przekazując na ten cel 80 tys. zł.
(0)Comments