Korespondencja z Nowego Jorku
Spotkanie czwartej rundy US Open zamieniło się dla ósmej rakiety świata w festiwal niewykorzystanych szans. Zaledwie kilkanaście minut po rozpoczęciu meczu Iga Świątek prowadziła z Qinwen Zheng 5:0, w pełni kontrolując wydarzenia na korcie. Od tego momentu gra Polki całkowicie się rozsypała, co doprowadziło do utraty siedmiu gemów z rzędu.
Czytaj nas częściej w Google Dodaj w Google
Zagraniczni dziennikarze zgromadzeni w biurze prasowym natychmiast zaczęli dopytywać, czy tak nagły zwrot akcji był wynikiem usztywnienia i wkradających się do głowy nerwów.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
— Szczerze mówiąc, nie. Na pewno czułam, że zaczęłam psuć zbyt wiele uderzeń. Ona zaczęła grać, a ja pozwoliłam jej wrócić do meczu — analizuje na gorąco Świątek. — Moje skupienie było takie samo jak zawsze. Dzisiaj nie powiedziałabym, że to miało cokolwiek wspólnego z mentalnością. To było raczej to, że zaczęłam popełniać błędy z łatwych piłek, a Qinwen przestała się mylić.
Skoro problem nie leżał w głowie, uwaga skupiła się na detalach. Iga przyznała wprost, że na korcie centralnym zgubiła odpowiednie czucie, a jej uderzenia straciły niezbędną precyzję.
— Po prostu nieczysto trafiałam w piłkę. Wiele razy zagrałam ramą. Nie uderzałam piłki w odpowiednim miejscu — wylicza swoje mankamenty. — Nie jest łatwo poprawić podstawowe rzeczy w grze, jeśli one po prostu nie działają. Próbowałam skupić się na płynnym rytmie, ale nie miałam też dobrego wyczucia czasu w uderzeniach.
Największe emocje podczas spotkania z mediami wywołało jednak pytanie jednego z dziennikarzy, który próbował dowiedzieć się, w jaki sposób Polka zamierza przepracować w głowie stratę tak ogromnej przewagi i jak się po tym podniesie.
— To tylko jeden mecz. Postaram się grać tak samo, jak zwykle. Co masz na myśli? Uważasz, że to coś szalonego? — odpowiedziała z widoczną irytacją. — Można przegrać seta od każdego wyniku, więc nie ma w tym nic specjalnego. Po prostu tak się stało i tyle.
Podczas drugiej partii kibice zamarli, gdy Iga poprosiła o przerwę medyczną i wsparcie fizjoterapeutki. Problem dotyczył lewego uda, co natychmiast wywołało obawy o potencjalnie dłuższą przerwę w startach. Świątek błyskawicznie ucięła jednak wszelkie spekulacje.
— Bywałam już bardziej świeża, ale po prostu mój mięsień czworogłowy jest dość zmęczony. Nie miało to jednak żadnego wpływu na grę. Chciałam mu po prostu dać mały impuls — uspokoiła na koniec Iga Świątek.
(0)Comments