Lekarze walczyli o 20-latka niemal dwie doby
Tragiczna wiadomość obiegła media we wtorek, 8 września. Młody mężczyzna, który odniósł niezwykle ciężkie obrażenia po upadku z dachu, zmarł po ponad dwóch dniach pobytu w szpitalu. Wysiłki medyków okazały się niewystarczające.
Ta śmierć oznacza, że sprawa trafi bezpośrednio na biurko prokuratora. Funkcjonariusze policji zajmą się teraz kompletowaniem pełnej dokumentacji dotyczącej tego zdarzenia, a następnie przekażą ją śledczym. Zadaniem prokuratury będzie szczegółowe odtworzenie przebiegu wydarzeń poprzedzających tragiczny wypadek.
Bardzo możliwe, że powołani zostaną eksperci, którzy zbadają konstrukcję uszkodzonego dachu. Kluczowe będzie sprawdzenie, czy zadaszenie spełniało wyłącznie funkcję osłony przed deszczem i w żadnym wypadku nie powinno utrzymać ciężaru człowieka.
Na tym etapie wykluczono, aby do tragedii przyczyniły się osoby trzecie.
Odpowiedź na pytanie, co działo się zanim zarwało się szklane zadaszenie, ma przynieść szczegółowa analiza zapisu kamer monitoringu oraz zeznania ewentualnych świadków.
Student spadł z wysokości. Okoliczności wciąż niejasne
Dramat rozegrał się w nocy z soboty na niedzielę, z 5 na 6 września, przy alei Wilanowskiej na Mokotowie. Służby odebrały sygnał z prywatnego akademika Student Depot tuż po północy, o godzinie 00.27.
Z dotychczasowych ustaleń wynika, że 20-letni mężczyzna wszedł na szklany dach znajdujący się na poziomie pierwszego piętra budynku. Wciąż pozostaje zagadką, w jakim celu i jak dokładnie udało mu się tam dostać.
W pewnej chwili konstrukcja poddała się pod ciężarem i runęła. Młody człowiek spadł na betonowy chodnik razem z ostrymi kawałkami zniszczonego dachu. Zderzenie z ziemią było niezwykle brutalne.
Ratownicy, którzy szybko dotarli na miejsce, udzielili pierwszej pomocy i przetransportowali poszkodowanego do placówki medycznej. Jego stan już wtedy określano jako krytyczny.
Walka o życie trwała ponad 48 godzin. Niestety, obrażenia okazały się na tyle poważne, że młody mężczyzna zmarł.
(0)Comments