Karol Nawrocki otrzymuje wszelkie informacje, tak jak poprzedni prezydenci - zapewniał w "Faktach po Faktach" w TVN24 minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak. Mówił, że "raz jeden" podczas Rady Bezpieczeństwa Narodowego prezydent "poprosił" o większy materiał w jednej ze spraw.
Tomasz Siemoniak został zapytany w poniedziałkowym wydaniu "Faktów po Faktach" w TVN24 o zarzuty ze strony prezydenta Karola Nawrockiego, że informacje ze służb specjalnych dostaje wybiórczo. - Wiele informacji niestety ze służb, z niektórych służb, nie ze wszystkich, to mówię wprost, dostaję wybiórczo - mówił pod koniec sierpnia na briefingu w Juracie Nawrocki. Dodał, że nie dostaje informacji, które trafiają do Rady Ministrów, jeśli nie zażąda ich "w sposób zdecydowany".
- To nie jest prawda - odparł minister koordynator służb specjalnych. - Otrzymuje wszelkie informacje, tak jak poprzedni prezydenci - oświadczył. - Widzę, jakie informacje dostaje prezydent, jego urzędnicy, ministrowie, szef BBN-u. Otrzymują też znacznie więcej informacji, bo prezydent dostaje, podobnie jak premier, te najistotniejsze - zaznaczył Siemoniak.
Jak mówił, "nie słyszał ani od szefa BBN-u (...) ani od żadnego innego urzędnika prezydenta, że jest coś wybiórczo, coś jest nie tak, czegoś nie otrzymał".
- Raz jeden prezydent w czasie RBN [Rady Bezpieczeństwa Narodowego - red.] lutowej poprosił mnie o to, że potrzebuje większego materiału w jednej ze spraw, sprzed jego prezydentury - zaznaczył Siemoniak. Nie chciał powiedzieć, o jaką sprawę chodzi. - Chodzi o to, że poprosił i taki materiał otrzymał - podkreślił minister. Tomasz Siemoniak w "Faktach po Faktach" Siemoniak: mamy do czynienia z awersją Nawrockiego do służb
Zdaniem Siemoniaka "mamy do czynienia z jakąś awersją prezydenta do służb". Zauważył, że co jakiś czas jest "kompletnie niezasłużona krytyka, uderzająca w funkcjonariuszy, żołnierzy uczciwie służących różnym władzom, przygotowujących materiały".
- Ręczę, niczym się nie różni dopływ informacji do prezydenta Nawrockiego od tego, który był do prezydenta Dudy, prezydenta Komorowskiego i ich poprzedników - zapewniał. Siemoniak: od maja leżą wnioski o awanse szefów służb specjalnych
Tomasz Siemoniak zwrócił uwagę na kwestię awansów na stopnie generalskie szefów Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji Wywiadu i Służby Wywiadu Wojskowego. - Od maja leżą wnioski absolutnie zasłużone i nic się nie dzieje. Nie rozumiem tego, bo jest to ważny segment państwa. Kierują tymi służbami osoby apolityczne - powiedział. Siemoniak o spotkaniach ze swoimi odpowiednikami w USA
Minister koordynator służb specjalnych był też pytany o jego plany w związku z zaplanowanym na wieczór lotem do Waszyngtonu.
- Nie chcę potwierdzać konkretnych spotkań, natomiast rzeczywiście spotkam się ze swoimi odpowiednikami. Z tymi, którzy kierują amerykańskimi służbami, odpowiadają za bezpieczeństwo i na pewno te tematy związane z bezpieczeństwem Polski, możliwą eskalacją konfliktów wobec Polski i też ostatnimi rozmowami czy szefa (CIA) Ratcliffe'a, czy panów Witkoffa i Kushnera będą na stole - powiedział. Siemoniak o aferze Zondacrypto i narracji PiS
Gość TVN24 komentował też aferę Zondacrypto. Prowadząca program Katarzyna Kolenda-Zaleska zwróciła uwagę, że PiS twierdzi, że to afera rządu Donalda Tuska.
Gość "Faktów po Faktach" odpowiedział, że "to bzdura". - Kto wziął pieniądze od właściciela Zondacrypto? Zbigniew Ziobro. Kto organizował imprezy polityczne sponsorowane przez Zondacrypto? Skąd się wywodził nieszczęsny, w areszcie siedzący teraz, prezes PKOl? Przecież to był nominat Jacka Sasina, nominat PiS-u. Więc nie da się tego kota tak odwrócić ogonem i powiedzieć, że to jest wina rządu - mówił.
Jak ocenił, "jest sprawą niesłychaną, że wiceprezes PiS-u, były minister sprawiedliwości i prokurator generalny, na swoją fundację bierze pieniądze od firmy, która ma proweniencję, jaką ma". - Tutaj mogą na głowie stawać politycy PiS-u. To jest afera Ziobry, Morawieckiego, wszystkich polityków PiS-u, którzy, pozwolili na taką sytuację - mówił Siemoniak.
- Jakoś od tego Ziobry się nie odcinają. Słyszałem prezesa Kaczyńskiego, który próbował to relatywizować. Jakoś nie widać tutaj odwrotu. Przecież od kogoś takiego powinien się odciąć - dodał.
- To jest prawo i sprawiedliwość, że polityk dostaje 450 tysięcy złotych od właściciela firmy takiej czy innej? Gdzie my jesteśmy? Wyobrażam sobie, co by było, gdybyśmy byliśmy w opozycji i ktoś z polityków Platformy Obywatelskiej coś takiego by zrobił. Przecież PiS by oszalał. Byłyby aresztowania, kajdanki, działania - powiedział Siemoniak.
(0)Comments