Bartosz Bocheńczak poinformował, że jego kandydatura na prezydenta Krakowa nie została zarejestrowana z powodu niewystarczającej liczby ważnych podpisów. W opublikowanym oświadczeniu wziął na siebie odpowiedzialność za niepowodzenie i przeprosił wolontariuszy oraz mieszkańców, którzy udzielili mu poparcia. Jednocześnie zaznaczył, że podpisy mają zostać ponownie przeliczone, co może jeszcze zmienić sytuację.
Bocheńczak przyznał, że niemal pięć tysięcy złożonych podpisów uznawał za wystarczające zabezpieczenie przed odrzuceniem części z nich podczas weryfikacji. Ta ocena okazała się błędna.
'Nie będę snuł teorii spiskowych, szukał winnych ani przerzucał odpowiedzialności na kogokolwiek. Uważałem, że złożenie niemal 5000 podpisów zapewni nam wystarczający margines bezpieczeństwa. Jak się okazało – pomyliłem się' – napisał.
'Jako kandydat ponoszę za to pełną odpowiedzialność'
W oświadczeniu Bocheńczak nie kwestionuje zasad zbierania podpisów. Przyznaje natomiast, że przygotowanie zgłoszenia wymagało większej staranności, a jego zespół powinien był zebrać więcej deklaracji poparcia i dokładniej sprawdzić je przed złożeniem.
'System jest, jaki jest. Zasady były znane, a naszym obowiązkiem było zebrać większą liczbę podpisów i jeszcze dokładniej zweryfikować je przed złożeniem. Powinniśmy byli poświęcić temu więcej uwagi. Jako kandydat ponoszę za to pełną odpowiedzialność' – oświadczył.
Podsumował to jednym słowem:
'Zawaliłem'.
Przeprosiny dla ponad stu wolontariuszy
Znaczną część wpisu Bocheńczak poświęcił osobom zaangażowanym w kampanię. Jak podał, przez ostatnie miesiące pracowała przy niej ponad setka wolontariuszy. Zbierali podpisy, rozdawali materiały wyborcze, organizowali spotkania i festyny oraz jeździli po Krakowie, często poświęcając na to czas po pracy.
Bocheńczak podkreślił, że odpowiedzialność za brak wystarczającej liczby ważnych podpisów nie powinna spadać na osoby, które pomagały mu w kampanii.
'Wiem, ile wysiłku, energii i serca włożyliście w ten projekt. Nie chcę, żeby ktokolwiek obwiniał Was za to, co się wydarzyło. To nie wolontariusze zawiedli. To ja powinienem był dopilnować, abyśmy zebrali bezpiecznie większą liczbę podpisów' – napisał.
'Zawiodłem Wasze zaufanie'
Przeprosiny skierował również do mieszkańców, którzy podpisali się pod jego kandydaturą i liczyli, że będą mogli zagłosować na niego w wyborach. Zwrócił się także do sympatyków i współpracowników wspierających jego polityczny projekt.
'Przepraszam sympatyków, współpracowników i wszystkich, którzy uwierzyli, że możemy wspólnie zawalczyć o inne zarządzanie Krakowem. Zawiodłem Wasze zaufanie i mam tego pełną świadomość' – przyznał.
Podziękował za zaangażowanie i zadeklarował, że jest dumny z ludzi, którzy go wsparli. Nie przedstawił jednak dalszych planów. Zapowiedział jedynie, że na rozmowę o kolejnych krokach przyjdzie jeszcze czas.
'Dziś chcę powiedzieć przede wszystkim dwa słowa: Przepraszam i dziękuję'.
Podpisy mają zostać ponownie przeliczone
Choć zasadnicza część oświadczenia jest rozliczeniem nieudanej rejestracji, w dopisku Bocheńczak pozostawił otwartą możliwość zmiany sytuacji.
'Wiem, że podpisy mają być jutro ponownie liczone, może coś się jeszcze zmieni' – zaznaczył.
Reklama
(0)Comments